Kariera na uczelni: czy to się w ogóle opłaca?Około 50% pracowników naukowych zatrudnionych na polskich uczelniach otrzymywało mniej niż 3760 brutto miesięcznie. Zarobki adiunktów na uczelniach państwowych były wyższe przeciętnie o 600 zł w porównaniu do uczelni prywatnych – jak wynika z Ogólnopolskiego Badania Wynagrodzeń, przeprowadzonego przez firmę Sedlak & Sedlak.

Do najlepiej zarabiających adiunktów zaliczają się absolwenci kierunków o profilu matematyczno-przyrodniczym. Mediana ich zarobków wynosiła bowiem 4 050 zł, a najlepiej wynagradzani mogli liczyć na zarobki powyżej 6 500 zł. Najniższą pensję otrzymują natomiast absolwenci kierunków humanistycznych i społecznych – połowa adiunktów z takim wykształceniem zarabiała pomiędzy 3025 zł a 4800 zł brutto w skali miesiąca.

Różnice w zarobkach pod względem ukończonej specjalności nie są zatem drastyczne. Znacznie większe rozbieżności występują w przypadku dokonania podziału na uczelnie prywatne i państwowe. W tych drugich, zarobki adiunktów były wyższe przeciętnie o 600 zł. Dość istotny jest także fakt, że blisko 91% ankietowanych było pracownikami uczelni państwowych. Pracownicy naukowi są bowiem zobowiązani do złożenia deklaracji o placówce macierzystej. Chcąc utrzymać prestiż, większość z nich wskazuje właśnie na uczelnie państwową.

Co należy zrobić, żeby zostać adiunktem? Przede wszystkim należy legitymować dyplomem ukończenia studiów III stopnia (doktoranckich) lub mieć ukończoną habilitację. W procesie rekrutacji brana jest pod uwagę także liczba publikacji naukowych oraz działalność dydaktyczna.

Minimalna pensja na poszczególnych stanowiskach w ramach uczelni państwowych określana jest w odpowiedniej ustawie. Aktualnie najniższe wynagrodzenie pracowników zatrudnionych na stanowisku adiunkta ze stopniem doktora wynosi 3 500 zł i jest ono wyższe o 19% w porównaniu z rokiem 2012.

Czy takie zarobki wystarczą jednak na pokrycie kosztów zarówno życia, jak i dalszego rozwoju zawodowego? Stałe podnoszenie kwalifikacji wiąże się bowiem z zakupem specjalistycznej literatury oraz udziałem w zagranicznych konferencjach i szkoleniach. Uczelnie rzadko natomiast są zainteresowane pokrywaniem tych wydatków – naukowcy muszą sięgnąć do własnego portfela.

Najpopularniejszym rozwiązaniem problemu jest znalezienie dodatkowego etatu na innej uczelni (najczęściej prywatnej) lub w sektorze prywatnym. Dodatkowe obowiązki sprawiają jednak, że młody naukowiec nie wystarczającej ilości czasu na pogłębianie swojej wiedzy, a co za tym idzie – jego kariera naukowa nie rozwija się w takim tempie, w jakim by tego chciał. Czy ten aspekt polskiego szkolnictwa ulegnie kiedyś diametralnej poprawie?