phoca_thumb_s_chalasinska_macukow_kO wyzwaniach na kolejną kadencję rektorską, zmianach na Uniwersytecie Warszawskim i o tym dlaczego EURO 2012 jest ważne opowiada prof. Katarzyna Chałasińska-Macukow, Rektor Uniwersytetu Warszawskiego. Wywiad specjalnie dla portalu Studia.net przeprowadził Marcin Pera
 
 

 

 
Kolejna kadencja to niewątpliwie wyraz uznania dla Pani działalności i zasług na tym stanowisku, ale także olbrzymie wyzwanie. Jakie cele stawia Pani sobie w najbliższych 4 latach?
 
 
W ostatnich latach Uniwersytet Warszawski zrealizował kilkadziesiąt projektów edukacyjnych i inwestycyjnych finansowanych z funduszy strukturalnych. Za pieniądze z Unii Europejskiej na Ochocie w najbliższych latach powstanie Centrum Nowych Technologii. Budowa pierwszych dwóch budynków CENT (CENT I i siedziba Wydziału Fizyki) została wpisana na listę projektów kluczowych w unijnym programie Infrastruktura i środowisko. Budowa trzeciego Współczesny świat stawia jednak nowe, wysokie wymagania wyższym uczelniom. Zadaniem uczelni ma być dziś przede wszystkim wzbogacanie studentów o szeroką wiedzę i umiejętność jej stosowania, odwagę w myśleniu, innowacyjność i zdolność do uzupełniania wykształcenia i rozszerzenia swej wiedzy przez całe życie.budynku CENT - Centrum Nauk Biologiczno-Chemicznych zostanie sfinansowana z innego unijnego programu - Innowacyjna Gospodarka. Kwota dofinansowania przeznaczona na budowę tych budynków wyniesie w sumie 550 mln. zł. Za kilka lat uniwersytecki kampus na Ochocie będzie wizytówką polskiej nauki oraz bardzo ważnym miejscem dla uczelni, Warszawy i całego kraju. Wcześniej czeka nas jednak bardzo dużo pracy związanej z realizacją tej inwestycji.  
 
To zapewne takie Pani „oczko w głowie"
 
Tak, ale człowiek ma dwa „oczka". I tym drugim jest dla mnie budowa siedziby wydziałów Neofilologii oraz Lingwistyki Stosowanej na Powiślu, tuż obok Biblioteki Uniwersyteckiej. Projekt budynku jest gotowy od 2006 roku. Mam nadzieję, że na jego budowę, tak jak na inwestycje na Ochocie, Uniwersytet uzyska dofinansowanie z funduszy europejskich. Na razie jednak instytucje odpowiedzialne za ich rozdzielanie promują zwykle projekty, których celem jest sfinansowanie budowy budynków i zakupów infrastruktury badawczej, która ma służyć naukom ścisłym i technicznym, uznanym za kluczowe z punktu widzenia gospodarki opartej na wiedzy.
 
 
 
W kolejce czekają też wydziały Filozofii i Socjologii oraz Dziennikarstwa i Nauk Politycznych, które mają spore problemy lokalowe.
 
 
 
Duży nacisk kładę również na zdobycie funduszy europejskich na - używając biurokratycznej nomenklatury - wzmocnienie kapitału ludzkiego. Kolejne plany to m.in. udoskonalenie systemów informatycznych działających na uczelni i stworzenie uniwersyteckiego portalu. Będziemy również udoskonalać wewnętrzny system oceny jakości kształcenia. 
To są te największe wyzwania. Jak Pan widzi w dużej mierze - przyziemne. Ale infrastruktura badawcza i dydaktyczna to jest to, na co w tej chwili i studenci i pracownicy bardzo zwracają uwagę. 
 
Jest to Pani druga i zarazem ostatnia kadencja. Jest to też pierwsza kadencja wydłużona z 3 do 4 lat. Jak Pani ocenia pomysł wydłużenia kadencji?
 
Kadencja trzyletnia była zdecydowanie za krótka. Pierwszy rok urzędowania upływa na poznawaniu wszelkich aspektów funkcjonowania uczelni. Kolejne miesiące są względnie spokojne, ale ostatni rok zdominowany już jest przez kampanię wyborczą. Niestety zwyczaje wyborcze ze świata polityki pojawiają się także na uczelniach. W tym czasie trudno jest zrealizować projekty bardziej ambitne.
 
 
 
W trakcie drugiej i ostatniej zarazem kadencji nie ma tego obciążenia kampanią wyborczą i reelekcją. Najlepszym rozwiązaniem byłoby jednak wprowadzenie 6-letniej kadencji, w trakcie której najłatwiej byłoby realizować postawione zadania.
 
Z możliwością reelekcji?
 
Nie, zmiana jest niezbędna. Inaczej trudno byłoby nie popaść w rutynę. Poza tym sprawowanie funkcji rektora, oznacza dla naukowca przerwę w pracy badawczej. Po tylu latach ciężko byłoby do niej wrócić.  
 
Uniwersytet Warszawski jest jedną z najlepszych uczelni, w wielu kierunkach można powiedzieć najlepszą. Czy Uniwersytet może bazować na tradycji, czy niezbędny jest rozwój, nowa myśl.
 
Gdybym miała odpowiedzieć jednym zdaniem na pytanie, co jest największym wyzwaniem dla uczelni, powiedziałabym, że połączenie tradycji z nowoczesnością. Tradycja jest bardzo istotna - z niej możemy czerpać siłę.
 
 
 
Współczesny świat stawia jednak nowe, wysokie wymagania wyższym uczelniom. Zadaniem uczelni ma być dziś przede wszystkim wzbogacanie studentów o szeroką wiedzę i umiejętność jej stosowania, odwagę w myśleniu, innowacyjność i zdolność do uzupełniania wykształcenia i rozszerzenia swej wiedzy przez całe życie. 
 
Myślenia przecież powinno uczyć się gdzieś niżej, a nie na uczelni.
 
Gdy mówimy o szkolnictwie wyższym, to zakładamy, że na uczelnie przychodzą dobrze uformowani młodzi ludzie. Niestety, to fikcja. Rozwijanie umiejętności samodzielnego myślenia, rozumowania naukowego i dostrzegania alternatywnych rozwiązań problemu jest piętą achillesową polskiego szkolnictwa. Dlatego zmiany muszą objąć cały system. 
 
Na szczeblu studiów wyższych mamy szkolnictwo masowe. I często podkreśla się tu kwestię braku naukowców. Niektórzy twierdzą, że nie może być ich więcej. Ale często najlepsi absolwenci nie zostają na uczelni, gdyż otrzymują ciekawsze oferty pracy w sektorze prywatnym. Paradoks?
 
To bardzo skomplikowane zjawisko. Dwadzieścia lat temu studiowało w Polsce 375 tysięcy osób. W tej chwili liczba studentów zbliża się do dwóch milionów. W tym czasie liczba pracowników nauki rosła bardzo nieznacznie.
 
 
 
Trudno utrzymać dobry poziom kształcenia, gdy mamy do czynienia z taką masowością studiów. Można jednak rozwiązać ten problem. Studia licencjackie powinny być otwarte dla wszystkich. Tytuł magistra mogliby zdobywać tylko wybrani. Kandydaci na studia doktoranckie powinni być poddani kolejnej, bardziej szczegółowej weryfikacji.
 
 
 
Mogę też wyobrazić sobie system, w którym najlepsze uczelnie, takie jak Uniwersytet Warszawski, czy Jagielloński zajmują się kształceniem elitarnym na poziomie studiów magisterskich, czy doktoranckich, natomiast kształceniem na poziomie licencjatu zajmują się inne placówki.
 
Czyli system collegów?
 
Na przykład. Ale to wymagałoby zmiany finansowania szkół wyższych. W tej chwili prowadzenie studiów licencjackich jest niezbędne dla zachowania stabilności finansowej uczelni.
 
 
Przejdźmy teraz do kwestii związanych z Ministerstwem. Co Pani sądzi o obecnych planach ministerialnych? Jakie są relacje z ministerstwem?
 
W ministerialnym pakiecie reform brakuje odpowiedzi na najbardziej fundamentalne pytanie - do jakiego modelu szkolnictwa zmierzamy? Środowisko akademickie oczekiwało poważnych rozstrzygnięć, zmiany systemowej. Zamiast tego resort zaprezentował uregulowania w kwestiach, które trudno uznać za szczególnie istotne.
 
 
 
Pierwsze pomysły ministerstwa były zresztą zupełnie nieprzemyślane. Wydawało się, że są niemal „automatycznym" tłumaczeniem założeń deklaracji bolońskiej, niepopartym żadną refleksją. Jako przykład podam więź wyższych uczelni ze środowiskiem i z regionem. Autorzy pakietu podkreślają znaczenie wspólnot regionalnych i tworzenia regionów wiedzy. Ale nie definiują, czym jest ów region. Nie wiemy więc, czy chodzi o miasto, powiat, województwo, kraj, czy może całą Europę? Odpowiedź na to pytanie jest szczególnie istotna dla większych uczelni, takich jak Uniwersytet Warszawski, dla którego punktem odniesienia mogą być równolegle Mazowsze, Polska i cała Europa, a nawet świat.
 
 
 
Dyskusja się jednak toczy. Zobaczymy co z tego wyniknie. Na razie ogłoszenie projektów reform z pewnością przyniosło jeden pozytywny skutek - ożywiło dyskusję dotyczącą przyszłości nauki i szkolnictwa wyższego. 
 
A „okręty flagowe"?
 
Nie wiemy do końca, co się kryje za tym określeniem. Czy mają to być najlepsze uczelnie, czy tylko najlepsze kierunki na kilku uczelniach? Ze strony ministerstwa padały rozbieżne deklaracje w tej sprawie. Koncepcja ta najwyraźniej cały czas ewoluuje.
 
Na razie niestety państwo w żaden sposób nie promuje najlepszych uczelni. Zamiast tego stosuje politykę równego podziału. 
 
Zdaje się, że relacje środowiska naukowego z poprzednim składem ministerstwa były lepsze...
 
Początki były trudne. Obecne kierownictwo resortu nie znało tak dobrze środowiska akademickiego, jak poprzednie władze ministerstwa. Ale to się już zmienia. 
 
Być może potrzebne jest właśnie takie spojrzenie z zewnątrz, spoza środowiska?
 
Oczywiście, ale jest ono potrzebne tak samo, jak spojrzenie osób bezpośrednio zaangażowanych w funkcjonowanie szkół wyższych. 
 
Jak więc mają się sprawy nauki? Nie od dziś mamy przecież poczucie zaniedbania tej jakże ważnej dla rozwoju sfery.
 
Musimy wrócić do kwestii finansowania badań. Wszystkie kolejne władze zapewniają, że sprawy nauki i edukacji będą traktowane priorytetowo, ale deklaracje te można zaliczyć, bez ryzyka nadużycia, do figur retorycznych. Nakłady na naukę od kilkudziesięciu lat są żenująco niskie. 
 
Teraz jest szansa, że się to zmieni. Za kilka lat dzięki funduszom europejskim w wielu miejscach w Polsce powstanie infrastruktura badawcza na miarę XXI wieku. Nauki ścisłe mają swoje „pięć minut". Znacznie trudniej jest jednak zdobywać pieniądze na badania z zakresu nauk humanistycznych i społecznych. Choć czasem się to udaje. Wydział Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego zdobył duży grant na badania związane z mistrzostwami w piłce nożnej. Euro 2012 to nie tylko wydarzenie sportowe i konieczność stworzenia infrastruktury składającej się ze stadionów, hoteli, dróg ale przede wszystkim ludzie. Socjolodzy z UW postawili sobie za cel zwiększenie świadomego uczestnictwa Polaków w przygotowaniach i samej imprezie EURO2012.
 
A kiedy w Polsce doczekamy się szkolnictwa całkowicie płatnego?
 
To rzecz, którą zwykle pomija się w dyskusjach nad reformą szkolnictwa wyższego. Nie ma dobrego pomysłu na to, jak to ma wyglądać. Mówi się np. o bonie edukacyjnym, albo o płaceniu przez wszystkich niepełnej stawki.
 
Najważniejsza jest chyba w tym wypadku polityka stypendialna...
 
Nie wyobrażam sobie wprowadzenia opłat za studia bez uporządkowania tej kwestii. Najlepsi muszą otrzymać wsparcie, na przykład w formie stypendium. 
 
Edukacja coraz bardziej przenosi się do internetu. Znajdziemy w nim pomoce naukowe, platformy e-learningowe itd. Powstają również portale edukacyjne takie jak Studia.net i Edukacja.net. Jak Pani ocenia ich rolę w rozwoju polskiej edukacji i nauki?
 
Jest to zmiana nieunikniona. Dzięki nowym mediom mamy szansę na nowy typ poznawania świata. Przez internet kształcić mogą się też osoby, które z różnych powodów nie mogłyby uczestniczyć w konwencjonalnych zajęciach. Tu nie istnieją bariery społeczne, czy geograficzne. Ważne tylko, abyśmy umieli odróżnić informacje wartościowe, od tych nieistotnych. I to również jest zadaniem edukacji.
 
Powiedziała Pani już o współpracy w związku EURO 2012. Jaki może mieć wpływ ta impreza na naukę, na szkolnictwo wyższe?
 
Na pewno będzie to czas „twórczego zamieszania". Bardzo sobie cenię rolę sportu w życiu i wychowaniu młodych ludzi. Jest on szalenie ważny i potrzebny dla naszego zdrowia, także psychicznego. Cieszę się więc, że powstają kolejne stadiony. Te miejsca pozostaną przecież po Euro i będą dostępne dla wszystkich. Jest szansa, że dzięki temu rozwinie się sport akademicki. 
 
Czyli stawiamy na sport.
 
Tak. Stawiamy również na sport.