promCzy kontrowersyjna kampania reklamowa, którą prowadzi aktualnie Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu, może przyczynić się do rozpoczęcia dialogu między uczelniami prywatnymi i państwowymi? Czy uczelnie niepubliczne zawsze kojarzą się z niskim poziomem kształcenia? Na te i wiele innych pytań pomoże nam znaleźć odpowiedź dr Marek Zimnak, który kieruje pracami Stowarzyszenia PR i Promocji Uczelni Polskich "PRom".

Miłosz Szkudlarski: Czy kampania reklamowa, którą aktualnie prowadzi Uniwersytet Mikołaja Kopernika, jest pozytywnie odbierana w środowisku PR i marketingu?
dr Marek Zimnak: Nie znam opinii środowiska, mogę mówić o swoich odczuciach. Wydaje się, że tak długo, jak kogoś nie obrażasz, tak długo możesz robić to, co uważasz. To, że poziom wrażliwości czyli bycia "obrażalskim" bywa różny - na to nie mamy wpływu...

Dlaczego kampania wywołuje tak negatywne emocje wśród wielu przedstawicieli uczelni prywatnych?
Być może za dość złośliwe określenie "... tego i owego", ale tu już niepubliczne uczelnie są same sobie winne, usiłując swoją nazwą pokryć jak najszersze spectrum kierunków i wychodzą z tego dziwolągi...

Środowisko akademickie w Polsce nigdy nie było jednolite. Od zawsze istniały bowiem podziały, które skutecznie hamowały proces integracji uczelni. Czy taki proces jest w ogóle możliwy?
Integracja jest możliwa na różnych poziomach i na rożnych "odcinkach". Stowarzyszenie PRom jest tego najlepszym przykładem - liczna reprezentacja uczelni niepublicznych jest w nim od samego początku, koledzy i koleżanki z tego grona blisko współpracują z tymi z publicznych, których jest większość. Konkurujemy między sobą, ale równocześnie na wielu polach (choćby doskonalenia się profesjonalnego) świetnie kooperujemy.

Uczelniom prywatnym zarzuca się niską jakość kształcenia, kiepskie warunki, etc. Ich jedyną zaletą jest niskie czesne. Czy nie jest to przypadkiem krzywdząca opinia, która nie ma nic wspólnego z rzeczywistością?
Uczelnia niepubliczna to dość pojemny worek. Są tu i klasyczne sklepiki z dyplomami, ale i są uczelnie markowe, wypadające w rankingach lepiej niż ich cała konkurencja z uczelni publicznych - vide Koźmiński. Wszelkie uogólnienia będą tu krzywdzące.

Najwyższe miejsca w rankingu szanghajskim od dawna zajmują prywatne uczelnie amerykańskie. Wysoko są również uczelnie angielskie, niemieckie, japońskie i izraelskie. Dlaczego nasze rodzime uniwersytety nie są w stanie „przebić się" nawet do pierwszej 100?
Na to pytanie odpowiedzi jest mnóstwo i niejedna książka i artykuł o tym już powstały, jak i kilka dużych ustaw sejmowych... odpowiedź w dwóch zdaniach jest niemożliwa, ale zainteresowany odpowiedzią nie będzie miał kłopotów z dotarciem do licznych dyskusji np. w internecie na ten temat.

Czy polskie uczelnie dbają o swoją innowacyjność i kontakty ze środowiskiem biznesowym?
Gdy powstaną regulacje, wiążące wprost zasilanie pieniędzmi uczelni z jej innowacyjnością, to problem zniknie.

Czy spotkał się Pan kiedyś z twierdzeniem, iż „uczelnie państwowe mają niski poziom i fatalny system organizacji pracy"?
Jest to opinia równie niesłuszna, jak opinia o uczelniach niepublicznych. Wszędzie są lepsi i gorsi; w maleńkim Nowym Sączu powstała niepubliczna uczelnia, będąca przez wiele lat wzorcem dla innych, a w wielkiej Łodzi powstała inna, której ministerstwo musiało ograniczać ich naganne praktyki...

Jakie jest podłoże konfliktu między uczelniami państwowymi i prywatnymi? Czy chodzi o pieniądze z budżetu państwa?
Pól jest sporo, a pieniądze są tylko częścią problemu. Ale w takich sprawach jestem osobiście zwolennikiem działania niewidzialnej ręki rynku... kto jest dobry, ten się przebije i nie powinien się martwić negatywnymi opiniami.

Polskie szkolnictwo wyższe przeżywa poważny kryzys: uczelnie nie wypełniają limitów miejsc, mimo że na studia dostają się nawet najsłabsi kandydaci. Czy taki obraz Pana nie przeraża?
Nie może mnie przerażać demografia - uczelni jest zbyt wiele, chętnych na nie coraz mniej. Ale "właściciel" tego obszaru chyba widzi, co się dzieje i to on powinien reagować. Cóż może w tej sprawie zrobić pojedyncza uczelnia? Ona tylko próbuje przetrwać...

Co się zmieni w polskiej edukacji na przestrzeni najbliższych kilku lat? Czekają nas zmiany na lepsze, czy musimy przygotować się na jeszcze gorsze czasy?
Muszą się zacząć - gdzieniegdzie już się rozpoczęły - procesy naprawcze, bo nie ma już się dokąd cofać. Sprzyjające ustawodawstwo pomoże, ale kryzys finansowy przeszkodzi. Czeka nas okres burzy i naporu, ale każdy taki proces przynosi także zdrowe owoce.

Jakie formy promocji są najczęściej stosowane na zagranicznych uczelniach? Czy można tam spotkać coś na kształt kampanii UMK? Czy kontrowersyjność jest podobnie odbierana?
Formy są - generalnie- takie same, ale nadawca jest inny, odbiorca także, i to czyni różnicę. O takiej kontrowersji jak w Toruniu nie słyszałem, ale u nas ten problem nabrzmiał chyba bardziej, niż gdzie indziej. Polska jest za małym krajem na 450 uczelni - tu się zaczyna problem powodujący, że dzisiaj studia to jak niegdysiejsza matura, a doktorat - jak magisterium. Samiśmy te standardy obniżali, a teraz rozglądamy się za winnymi. Nie ma ich co szukać - to my sami...

Dr Marek Zimnak jest doktorem nauk ekonomicznych, magistrem filologii polskiej oraz absolwentem Podyplomowego Polsko-Amerykańskiego Studium Komunikacji Społecznej. Od 11 lat związany jest z obszarem szkolnictwa wyższego. Od 2 lipca 2012 przez trzecią kadencję kieruje pracami Stowarzyszenia PR i Promocji Uczelni Polskich "PRom" jako prezes zarządu. W latach 2005 - 2012 był polskim przedstawicielem w Komitecie Sterującym EUPRIO (European Universities Public Relations and Information Officers Association). Piastuje stanowisko Kierownika Zakładu Public Relations w Dolnośląskiej Szkole Wyższej we Wrocławiu.

Rozmawiał: Miłosz Szkudlarski
comments