Minister Stefan Jurga zgodził się spotkać z nami, żeby opowiedzieć o swojej pracy i szkolnictwie wyższym, a także odpowiedzieć na pytania nurtujące studentów i kandydatów na studia.

.

 

Prof. dr hab. STEFAN JURGA – Wiceminister Edukacji i Nauki ds. Szkolnictwa Wyższego. Wcześniej, m.in. rektor Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, przewodniczący Konferencji Rektorów Uniwersytetów Polskich oraz wiceprzewodniczący Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich.
Czy na stanowisku, które dzisiaj Pan piastuje, wykorzystuje Pan wiedzę i doświadczenie nabyte podczas pełnienia funkcji rektora Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu?
Myślę, że pełnienie funkcji Wiceministra Edukacji i Nauki ds. Szkolnictwa Wyższego pomaga mi wiedza i doświadczenie, które nabyłem jako rektor Uniwersytetu. Ale nie tylko. Także jako szef Konferencji Rektorów Uniwersytetów Polskich czy jako wiceszef Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich oraz dzięki działalności w kręgach szeroko rozumianej Konferencji Rektorów, także europejskich.
Uważam, że te doświadczenia są bardzo istotne dla mojej pracy na obecnym stanowisku. Przede wszystkim mam kontakty, znam to środowisko stosunkowo dobrze, zarówno środowisko uczelni niepublicznych, jak i publicznych, znam problemy, jakie w tym środowisku występują. Byłem przy narodzinach założeń nowej ustawy, potem przy tworzeniu nowej ustawy i wreszcie jako członek Prezydium KRASP opiniowałem nowe prawo o szkolnictwie wyższym. W tym sensie to całe bogactwo doświadczeń bardzo mi pomaga w pełnieniu tej funkcji. Nie oznacza to jednak, że nie odnajduje takich obszarów, które są dla mnie nieznane.
Co stanowi największe wyzwanie dla Wiceministra Edukacji i Nauki odpowiedzialnego za szkolnictwo wyższe w Polsce?
Szkolnictwo wyższe to ogromny obszar oddziaływania i działania - kilkaset szkół (prawie trzysta uczelni niepaństwowych i ponad sto państwowych). Wyzwań, które stoją przed sektorem szkolnictwa wyższego w Polsce jest sporo.
Pierwszą i najważniejszą sprawą jest wyzwanie dotyczące jakości nauczania. Studenci muszą wiedzieć, że ich dyplom jest dyplomem uczelni, która wyposaża ich w wiedzę, potrzebną, by znaleźć zatrudnianie i być konkurencyjnym na rynku europejskim. Oczywiście, są różne instrumenty służące kontroli i podnoszeniu jakości nauczania. Takim instrumentem jest Państwowa Komisja Akredytacyjna, która uprawnia do otwierania nowych kierunków studiów czy do rozpoczynania działalności szkół, ale także akredytacyjne komisje środowiskowe Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich, które czuwają nad jakością nauczania. Myślę, że sprawa jakości prędzej czy później w większym stopniu będzie odnoszona do wymagań stawianych uczelniom w Europie. Jakość nauczania w Polsce będzie wówczas kontrolowana przez europejskie agencje akredytacyjne i ewaluacyjne.
Kolejnym istotnym problemem jest podniesienie poziomu internacjonalizacji naszych uczelni. Obserwujemy coraz większą mobilność studentów, przenoszenie się na zagraniczne uczelnie, ale także polskie szkoły wyższe muszą być w większym stopniu przygotowane na przyjmowanie studentów z zagranicy. Oznacza to dla polskich uczelni konieczność nauczania programów kształcenia w językach kongresowych. Duże uczelnie oferują już takie studia, ale skala tych działań jest jeszcze ciągle za mała. Oznacza to również, że polskie uczelnie muszą być dofinansowywane po to, żeby być atrakcyjne dla studentów zagranicznych. Internacjonalizacja natomiast w zakresie nauczania oznacza, że studenci w większym stopniu muszą znać języki obce. 
Trzecie ważne wyzwanie stojące przed szkolnictwem wyższym to niewątpliwie problem niżu demograficznego. Będzie to prowadzić do rywalizacji między uczelniami o studenta. Zmagania z tym wyzwaniem muszą skutkować w pewnych działaniach legislacyjnych. Mianowicie, nie wszystkie uczelnie przetrwają wobec zmniejszającej się liczby studentów. Z drugiej strony nie wszystkich uczelni ten problem będzie dotyczył w takim samym stopniu, z pewnością bardziej uczelni niepublicznych niż publicznych. Rodzi się w związku z tym potrzeba tworzenia partnerstwa uczelni państwowych i niepaństwowych. Niektóre uczelnie niepaństwowe mogłyby się stać częścią wyższych szkół państwowych. Aby to się mogło zrealizować potrzebne jest określone prawo. Dzisiaj tworzone są związki uczelni, ale w obrębie tego samego typu: państwowych lub niepaństwowych. Wymaga to nowego podejścia. Kolejnym wyzwaniem jest niewątpliwie coraz większe zainteresowanie Polską ze strony uczelni zagranicznych, które będą chciały lokalizować tutaj swoje filie i oddziały. W związku z tym trzeba będzie odpowiednio się znaleźć w tej nowej sytuacji - w sytuacji prowadzącej do rywalizacji o studenta.
Następna sprawa, o której należy pamiętać, to poprawa finansowania szkolnictwa wyższego. Tworzymy w tej chwili plany wieloletnie w związku z tym, że budżet państwa na rok 2007 będzie zadaniowy. Widzimy rozwój ośrodków akademickich w dalekiej perspektywie. Będą musiały one koncentrować wysiłki, żeby pokazać siłę swojego środowiska i tym samym stać się dobrym kandydatem do lepszego finansowania. Jeżeli chodzi o sprawy naukowe czy badawcze, pojawia się kwestia konsolidacji potencjału naukowego oraz stworzenia atrakcyjnej oferty badawczej i wyników naukowych, które będą się liczyły na świecie.
Oczywiście, największym wyzwaniem w związku z realizacją nauki i szkolnictwa wyższego są studenci, którzy stanowią najważniejszy element tej całej „gry”. Należy podnieść poziom nauczania, żeby młody człowiek po ukończeniu studiów mógł otrzymać dobrą pracę. Dziś funkcjonują biura karier dla studentów, ale ich działanie należy zintensyfikować. Myślimy o tworzeniu na polskich uczelniach przeróżnych inkubatorów przedsiębiorczości dla studentów IV i V roku, aby mogli (jeżeli tylko mają ochotę i są aktywni) założyć małe firmy przy dużej pomocy uczelni. Nasz wysiłek ukierunkowany jest na zaoferowanie studentom możliwości znalezienia pracy.
Kolejnym zadaniem stojącym przed sektorem szkolnictwa wyższego jest stworzenie takiej struktury uczelni i warunków, w której zaistnieją możliwości szybkiego rozwoju dla pracowników naukowych. Dzisiaj mamy rozwinięte studia doktoranckie. Niestety, nie w takim stopniu, w jakim byśmy sobie tego życzyli. Musimy tworzyć lepsze warunki, zarówno pod względem materialnym, jak i atrakcyjności warsztatu naukowego dla młodzieży po skończeniu studiów. Pracujemy nad tym, aby objąć tę grupę troską szczególną, bo wierzymy, że jest to istotna grupa akademicka, która wspiera badania naukowe i jest przyszłością rozwoju nauki w Polsce.
Następną ważną sprawą jest właściwe wykorzystanie i zagospodarowanie nowego prawa o szkolnictwie wyższym. Prawo to daje możliwość tworzenia odrębnych kierunków studiów, nieujętych na liście kierunków Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego, takich, które odzwierciedlają siłę środowiska i atrakcyjność kierunków, tworzenia makrokierunków, studiów interdyscyplinarnych i studiów we współpracy z uczelniami zagranicznymi. Jest to zadanie i wyzwanie dla naszego środowiska, ponieważ wszyscy dopiero się uczymy jak interpretować i wdrażać nowe Prawo o Szkolnictwie Wyższym.
Wiele uczelni oferuje podobne kierunki studiów. Czy jakość kształcenia jest porównywalna uczelniach państwowych i niepaństwowych?
Należałoby powiedzieć w ten sposób - istnieje różnica między poziomem nauczania na różnych kierunkach na różnych uczelniach. Nie można powiedzieć, że poziom nauczania na uczelniach państwowych i niepaństwowych różni się jednoznacznie. Jest wiele uczelni niepaństwowych, w których jest wysoki poziom i uczelni państwowych, których niektóre kierunki stoją pod znakiem zapytania. Jakość kształcenia na uczelniach niepaństwowych i państwowych jest porównywalna w wymiarze podstawowym. Standardy są podobne dla wszystkich polskich uczelni. Jak zatem wpływać na podwyższanie jakości? Tylko przez maksymalną transparentność, przez informowanie o tym, co się dzieje w danej szkole, na danej uczelni i przez publikowanie wyników kontroli. Także rynek dzisiaj w pewien sposób reguluje uznanie dla dyplomu. Bywa tak, że informatyk z politechniki bardziej się ceni niż informatyk z innej szkoły, która nie prowadzi badań w zakresie informatyki. Młodzież musi być bardzo krytyczna, jeżeli chodzi o szkołę, do której wkracza. Nie wystarczy tylko mieć dyplom. Trzeba mieć dyplom, który odpowiada aspiracjom studenta i jego możliwościom intelektualnym. Z tym wiąże się później możliwość znalezienia pracy, która będzie satysfakcjonowała i rozwijała młodego człowieka.
Czy praca na tak wysokim stanowisku pozwala na kontakt ze studentem?
Oczywiście, moja praca jak najbardziej pozwala na kontakt ze studentem. Przyznam, że bez tego kontaktu, czułbym się bardzo źle. Dzisiaj jestem akurat po egzaminie jednego z moich doktorantów i po seminarium doktoranckim. Moje obecne stanowisko stanowi pewne ograniczenie, ale utrzymuje regularne kontakty ze swoimi doktorantami, którzy piszą do mnie prawie codziennie listy drogą elektroniczną. Piszą, co robią, z czym mają problemy. Późną nocą odpowiadam na te listy, doradzam. To jest bardzo ważne, bo nie widzę siebie wyłącznie w roli urzędnika. Jestem raczej człowiekiem czynu, pomagam przy rozwiązywaniu konkretnych problemów, a te problemy się widzi, kiedy się jest wśród ludzi.
Coraz częściej słychać o projekcie wprowadzenia płatnych studiów wyższych. Czy uważa Pan, że jest to najlepsze rozwiązanie problemów szkolnictwa wyższego?
Należy uściślić, że chodzi o studentów studiów stacjonarnych na uczelniach publicznych, ponieważ pozostali studenci wnoszą już opłaty. Taka zmiana wymagałaby poprawek w konstytucji, a na razie się na to nie zanosi. Nie ma takiego projektu nawet, jeżeli niektórzy politycy o tym mówią. Oświadczenia premiera są jednoznaczne w sprawie niewprowadzania odpłatności na wyższych uczelniach państwowych.
Jaki jest mój pogląd na tę sprawę? Myślę, że opłata za studia ma swoje plusy i minusy. Aby mogła być wprowadzona odpłatność, musiałby wystąpić szerszy kontekst przebudowy życia społecznego w Polsce. Nie mógłby dotyczyć tylko uczelni wyższych, ponieważ wymagałoby to także m.in. gruntownej przebudowy finansów publicznych w Polsce. Wydaje mi się, że jak długo tego szerokiego kontekstu nie ma, trudno mówić o odpłatnościach. Tym bardziej, że państwo, w moim przekonaniu, stać na to, aby na uczelniach państwowych na studiach stacjonarnych mogli studiować studenci, nie wnosząc czesnego. To jest problem na szerszą, wieloaspektową dyskusję dotyczącą nie tylko szkolnictwa wyższego.
Maturzyści zaniepokojeni są wieściami o egzaminach na studia. Podobno „nowa matura” miała być gwarancją przyjęcia na studia wyższe. Okazuje się, że niektóre uczelnie wyższe nadal przeprowadzają egzaminy. Czy ta sprawa ma szansę na unormowanie? Jeżeli tak, kiedy może to nastąpić?
To jest bardzo skomplikowany problem. Rzeczywiście, ustawa o szkolnictwie wyższym stwierdza fakt, że podstawą przyjęcia na studia jest wynik egzaminu maturalnego. Jeżeli wiedza i umiejętności kandydata nie są sprawdzone podczas matury, uczelnia może wprowadzić egzaminy lub sprawdziany umiejętności za zgodą Ministra. W rzeczywistości jest bardzo niewiele uczelni, ubiegających się o egzaminy i niewiele egzaminów, na które Minister wyraziłby zgodę. Natomiast jest zgoda Ministra na przeprowadzanie przeróżnych sprawdzianów umiejętności. Trudno sobie wyobrazić, aby do Akademii Sztuk Pięknych został przyjęty ktoś, kto nie ma umiejętności plastycznych, a do Akademii Muzycznej ktoś, kto nie posiada uzdolnień muzycznych.
Natomiast problem trochę poważniejszy dotyczy tegorocznych maturzystów. Uczelnie wprowadzały dodatkowe egzaminy lub sprawdziany, ale wynika to z tego, że pewna grupa maturzystów wybrała przedmioty na egzaminie maturalnym, które nie odpowiadały kierunkowi studiów. Zwróciłem się do rektorów uczelni (można przeczytać o tym w Internecie), aby zechcieli rozważyć możliwość przeprowadzenia dodatkowego egzaminu na życzenie studenta, który chciałby się dostać się na określony kierunek. Sytuacja taka miałaby miejsce, gdy między przedmiotami zdawanymi na maturze a wymaganiami egzaminacyjnymi uczelni brakowałoby zgodności. Wówczas abiturient zdawałby przedmiot brakujący w trybie tzw. „starej matury”.
Mamy nadzieję, że zaszczyci nas Pan swoją obecnością na Targach Szkół Wyższych EUROAKADEMIA. Co sądzi Pan o takich imprezach jak targi edukacyjne? Jakie pozytywne skutki przynoszą? Czy organizowanie ich ma sens? Czy mają wpływ na obraz edukacji w Polsce?
Bardzo dziękuję za zaproszenie. Trudno mi w tej chwili cokolwiek powiedzieć, ponieważ mój plan jest bardzo napięty. Na pewno umieszczę targi EUROAKADEMIA w kalendarzu i być może się pojawię. Targi edukacyjne zawsze mają sens, bo są miejscem wymiany informacji o uczelniach. Kandydat na studia musi świadomie wybierać uczelnię. Taka inicjatywa jest ze wszech miar godna pochwały.

 

comments