My mamy różnego rodzaju kompleksy wynikające z tego, że wmawiano nam dawniej czym jest szkoła. Przez lata szkoła była przygotowywaniem kadry politycznej. Kto się wychylał, dostawał po głowie. Dzisiaj żyjemy w normalnym świecie i możemy nań właśnie tak patrzeć. Nie widzę żadnych przeszkód by religia mogła być przedmiotem wybieranym na maturze, tak jak inne przedmioty - mówi ksiądz biskup Tadeusz Pieronek w wywiadzie udzielonym portalowi  www.EdukacjawPolsce.pl. Rozmowę przeprowadził Marcin Pera.
 
Ostatnie dni w Polsce stały pod znakiem wizyta Ojca Świętego Benedykta XVI. Zwracam się więc z pytaniem do księdza biskupa, co było najważniejsze w tej wizycie? Jak ocenia ksiądz biskup reakcję polskiego społeczeństwa, zwłaszcza ludzi młodych? I w końcu, jak ona odbije się na Polakach?
 
Najważniejsza była sama wizyta. Myślę, że Benedykt XVI to człowiek, który bardzo wyraźnie kontynuuje misję Jana Pawła II, darzy Go sympatią, i w tej kontynuacji misji właściwie nie różni się od Jana Pawła niczym zasadniczym, gdyż to jest przesłanie ewangeliczne. Różnice są w temperamentach, w jego osobowości, bardzo pociągającej, skromnej. Być może było mniej gestów w porównaniu z Janem Pawłem II. Może kwestia języka wpłynęła na to, że nie był tak spontaniczny jak bywało z papieżem Polakiem. Niewątpliwie jednak jest to osobowość bardzo ciekawa. Benedykt XVI ma bardzo specyficzny styl mówienia, powiedziałbym „zagęszczony”. Chodzi o to, że przekazuje dużo treści mówiąc językiem prostym, zrozumiałym, obrazowym. Właściwie jest to język oszczędny. Nie brakowało jednak wystąpień bardziej emocjonalnych, choćby na Błoniach krakowskich. To łączyło się z miejscem i z charakterem wizyty. Przecież papież odwiedzał miejsca związane z Janem Pawłem II, a wtedy na pierwszym miejscu był Kraków (choć może chwilami Wadowice).
 
O reakcję ludzi to trzeba by zapytać ich samych. Było ją widać. Była spontaniczna, bardzo przyjazna. Sam nie widziałem przypadku, który by świadczył o czymś innym. Może nie była tak żywiołowa jak wizyty papieża Polaka. Jednak to jest w pewien sposób zrozumiałe. Trzeba jednak przyznać, że ludziom bardzo spodobało się to, że papież starał się jak najwięcej mówić po polsku. .
 
Usłyszałem opinię, że papież mówił niezrozumiale dla młodych. Moim zdaniem było jednak przeciwnie. Mowa o budowaniu na skale wydaję się być jasna. Trudno chyba znaleźć lepszy przykład dla uświadomienia młodym ludziom w jaki sposób mają żyć, jaką drogą podążać. Myślę, że młodzież była bardzo zasłuchana w słowa papieża. Przybyła by się z nim spotkać i wysłuchać co chce jej przekazać Następca Chrystusa na ziemi. I słuchała.
 
Co zostanie? Nigdy nie jest tak, że nagle ludzie się zmieniają. Podobnie jak było z naukami Jana Pawła II tak teraz pewnie stanie się z tym co przekazał nam Benedykt XVI. Jest dokładnie tak jak w szkole. Nauczyciel też mówi dziecku, co jest dobre, co powinno robić. ono nie zrobi tego natychmiast, jednak to w nim zostaje i po czasie do tego dojrzewa. Tak i na owoce wizyty Benedykta XVI będziemy musieli poczekać. Każdy sam musi postarać się by wyciągnąć ze słów papieża jak najwięcej dla siebie.
 
Gdy Ojciec Święty po raz ostatni ukazał się w oknie przy ul. Franciszkańskiej powiedział: „Do zobaczenia w Rzymie, a jeśli Pan Bóg da, to w Krakowie”. Dotychczas mówiło się, że będzie to raczej pierwsza i ostatnia pielgrzymka Benedykta XVI do Polski. Czy po tych słowach sytuacja ta ulega jakiejś zmianie?
 
Myślę, że w ten sposób Benedykt XVI chciał wyrazić swoją radość i zadowolenie z wizyty w Polsce, powiedzieć, ze naprawdę mu się tu podobało. Na pewno czuł się wzruszony ciepłym przyjęciem. Ważne było dla niego, że przybywa do ojczyzny swego poprzednika i jest w niej ciepło przyjmowany. Co do kolejnej wizyty, to myślę, że jest na to szansa, lecz na pewno nie nastąpi to prędko. Musimy pamiętać, że Kościół katolicki to nie tylko Polska. Wiem, że planowane już są wyjazdy do ojczyzny papieża – Niemiec, do Hiszpanii. My możemy spodziewać się wizyty papieża pewnie gdzieś w roku 2020.
 
Skoro jesteśmy już przy temacie związanym z Kościołem to miałbym jeszcze jedno pytanie w tej kwestii. Mówi się bowiem o okresie ponad rocznych już rekolekcji od śmierci naszego wielkiego rodaka. Pośród młodych śmierć Jana Pawła II wywołała głębokie poruszenie. Wielu z tych, którzy na co dzień nie chodzili do kościoła zawitało do świątyni by modlić się. Część z nich postanowiła zostać na dłużej. Jak wobec nich dziś postępuje Kościół. Czy dobrze wykorzystuje, tę nadarzającą się okazje do przygarnięcia tych, którzy kiedyś zwątpili, lub dotąd nie poznali nauk chrześcijańskich? Czy Kościół jest na to dobrze przygotowany?
 
Kościół robi co może i byłoby chyba rzeczą niepoważną twierdzić czy to robi dobrze, czy źle. Kościół stara się. Ale czy robi to tak, że nie można by lepiej? Tego nie potrafię powiedzieć. To jest na miarę ludzką. Przecież Kościołem jesteśmy my wszyscy. To co robi duchowieństwo, duszpasterze, to są pewne inicjatywy, które oni uważają za docierające do ludzi, za skuteczne. Ale czy tak rzeczywiście jest? Tego nie wiem. Chrześcijaństwo sprawdza się w nas, sprawdza się w życiu. Nie we wszelakiego rodzaju akcjach. Nie w tym, że człowiek idzie na pielgrzymkę, bo może się na niej zachowywać źle. Człowiek może upaść, Może mu się noga powinąć, postępować niemoralnie, nawet zaprzeć się wiary. A potem wraca, nawraca się. To jest zmaganie się człowieka ze sobą, z wszelkimi problemami które są wokół niego. Na tym właśnie polega życie. Gdybyśmy potępili człowieka, który raz cos źle zrobił to nie byłoby szans dla niego. Tymczasem Benedykt XVI właśnie o tym mówi, że Kościół jest dla grzeszników. Za grzeszników umarł Chrystus, właśnie po to by mieli szansę. Dlatego nie idealizujmy Kościoła, ale bierzmy go jako miejsce, w którym możemy się dobrze czuć, nawracać się, zdobywać to, co nas coraz bardziej czyni ludźmi.
 
Przechodząc do tematów związanych z edukacją chciałbym księdza biskupa zapytać o religię, jako przedmiot w szkołach oraz na maturze. Czy zajęcia z religii powinny się odbywać w szkołach i w jakiej formie powinny być realizowane?
 
Religia traktowana jako przedmiot szkolny redukowana jest tylko do edukacji. Religia nie jest przedmiotem, lecz zetknięciem się z żywym Chrystusem. Nauczanie religii winno być zatem związane – dotyczy to zresztą i innych treści nauczanych w szkole - ze zdobywaniem pewnej ilości wiedzy, ale przede wszystkim z wychowaniem człowieka do tego „by tym człowiekiem był”. Sens nauki religii w szkole właśnie na tym polega. Przecież to, że ktoś się nauczy na przykład matematyki, nawet na poziomie uniwersyteckim, lecz później o tym zapomina i do końca życia nie jest mu to potrzebne, świadczy o różnicy, istniejącej między religią a wieloma innymi przedmiotami. Religia bowiem będzie potrzebna do końca życia. Oczywiście religię można odrzucić, ale nie można pozostać na nią obojętnym. Dlatego uważam, że traktowanie religii jako jednego z przedmiotów jest nieporozumieniem.
 
A co z religią na maturze? Czy wobec funkcjonowania nowej matury nie byłoby dobrym rozwiązaniem wprowadzenie religii do grupy przedmiotów maturalnych tworząc w ten sposób jasną przepustkę na przykład na studia teologiczne?
 
My mamy różnego rodzaju kompleksy wynikające z tego, że wmawiano nam dawniej czym jest szkoła. Przez lata szkoła była przygotowywaniem kadry politycznej. Kto się wychylał, dostawał po głowie. Dzisiaj żyjemy w normalnym świecie i możemy nań właśnie tak patrzeć. Nie widzę żadnych przeszkód by religia mogła być przedmiotem wybieranym na maturze, tak jak inne przedmioty. Jeżeli można to robić z przyrodą, historia, fizyką, historią tańca, to dlaczego nie religią? Skoro religia jest tak głęboko zakorzeniona w kulturze, tak często się z nią spotykamy w życiu, literaturze, w dziełach sztuki, dla wielu ludzi jest mądrością życiową, to dlaczego nie mogła by być przedmiotem wiedzy na poziomie maturalnym. Na świecie takie rzeczy się praktykuje, są to kwestie jak najbardziej normalne. Oczywiście nie chcę przez to powiedzieć, że należy natychmiast dokonać zmian, ale nie dostrzegam żadnych przeciwwskazań. Co więcej, uważam że byłaby to pewna nobilitacja dla szkoły. Jawiła by się jako placówka oświatowa, która bardzo szeroko się otwiera, pozwala się ludziom kształcić, przygotowywać do matury w szerszej skali.
 
Pozostając przy sprawach związanych z edukacją, a odchylając się nieco w kierunku polityki chciałbym poprosić o komentarz w sprawie nominacji Romana Giertycha na Ministra Edukacji Narodowej? Czy słuszne są obawy, a wręcz głośne protesty młodzieży, której nie podoba się ta nominacja?
 
Nie chcę komentować zmian w ministerstwie, gdyż nie jestem do tego kompetentny. Jest to kwestia układu politycznego, z którego wynikło, że Roman Giertych zostanie ministrem szkolnictwa. To jest do odnotowania. Natomiast oceniać ministra będzie można dopiero po pewnym czasie. Na razie nie widzę wystarczających elementów oceny, więc oceniać nie mogę. Wcześniejsze protesty chyba jednak nie są zrozumiałe. Jeżeli ktoś krytykuje ministra tylko dlatego, że jest nim Roman Giertych, to znaczy że ma on uprzedzenia do tego człowieka. Gdyby objął na przykład resort rolnictwa także byłby krytykowany. To nie ma żadnego uzasadnienia. Moim zdaniem jest to działanie polityczne, poddmuchane przez opozycję lub ośrodki polityczne, którym zależy na tym, by zdyskredytować Giertycha. Ja nie jestem adoratorem wielu poglądów i pomysłów tego polityka, ale też wstrzymuje się od wygłaszania przedwczesnych ocen.
 
Co zatem sądzi ksiądz biskup o zmianie na stanowisku szefa telewizji publicznej i obsadzeniu tego stanowiska przez Bronisława Wildsteina? Jak to się ma do wcześniejszych deklaracji PiS w sprawie odpolitycznienia publicznych mediów?
 
Jeżeli będą uprawiali politykę w telewizji to nastąpi powtórzenie błędu sprzed lat, w którym media publiczne służyły politykom stronnictw rządzących. Jednak póki co jest ciągle za wcześnie by oceniać. Nie popieram takiego postępowania, jak publikacja tzw. „Listy Wildsteina”, bo to nie mieści się w moich standardach. To u mnie jakoś rzutuje i na ten wybór. 
 
Kolejne pytanie związane jest z głośnym ostatnio filmem „Kod da Vinci”. Spotkał się on z głośną krytyką Kościoła. Tymczasem do kina ciągną tłumy. Ponadto nawet szkoły organizują wyjazdy do kin na ten właśnie film. Jak można ocenić takie postępowanie placówek oświatowych?
 
Moim zdaniem szkoła nie powinna organizować takich wyjazdów. Jest to postępowanie niewychowawcze. Jest przecież tyle dobrych filmów, na które nie organizuje się wyjazdów. Tymczasem gdy pojawia się film zły, to ułatwia się jego oglądanie. Dla mnie to nawet nie jest sytuacja kontrowersyjna, lecz skandal. Skandal i brak odpowiedzialności kierownictwa szkoły.
 
Chciałbym ogólnie zapytać księdza biskupa o stan polskiej edukacji. Jak wygląda polska szkoła po reformach?
 
Szkolnictwo w Polsce jest od wielu lat w kryzysie i to coraz głębszym. Reformy trzeba przeprowadzać w ludziach, bo ludzie są odpowiedzialni za to, co się dzieje w szkole. Szkoła dzisiaj jest bardziej więzieniem niż przestrzenią wychowawczą. W szkole dziś się nie wychowuje, a co najwyżej się „czegoś uczy”. A to jest za mało. Widocznie jednak nie są do tego zdolni ani nauczyciele, ani młodzież. A ta ostatnia w domu bywa zupełnie nie przygotowywana do funkcjonowania w szkole.
 
Rodzice w ogóle nie wspierają szkoły. Częściej spierają się ze szkołą niż ją wspierają. Jeżeli uczeń coś przeskrobie, to jest chroniony przez rodziców na wszelkie sposoby. A to jest pozbawione sensu. Dlatego uważam, że w Polsce panuje zły system, zła atmosfera dla prawidłowego rozwoju szkolnictwa, dla edukacji. Niestety, reforma administracyjna niewiele pomogła. Warunkiem koniecznym, co raz jeszcze podkreślam, jest zmiana nastawienia ludzi. Niezbędna jest współpraca pomiędzy rodzicami, szkołą i Kościołem. Ale też współpraca odpowiedzialna. Nie wolność we wszystkim, gdyż ta jest swawolą, której nie wolno popierać. To musi być stan, w którym każdy umie zrezygnować z części wolności na rzecz drugiego. Taka sytuacja byłaby idealna.