phoca_thumb_s_krk1O Krakowskim Festiwalu Nauki rozmawiamy z Elżbietą Niechciał z Politechniki Krakowskiej - głównego organizatora tegorocznego Festiwalu.

 

 
Politechnika Krakowska już po raz drugi z rzędu organizuje Festiwal Nauki. Wiemy jednak, że biorą w nim udział także inne krakowskie uczelnie. Jakie są zasady organizacji tego przedsięwzięcia?
 
Otóż festiwal w tej formule, czyli otwartej dla publicznych uczelni krakowskich, organizowany jest od 2001 roku. Wcześniej była to wewnętrzna impreza Uniwersytetu Jagiellońskiego, która wyrosła z jubileuszu 600-lecia najstarszej krakowskiej uczelni. W 2001 roku byliśmy pierwszą szkołą wyższą, która wzięła udział w tej rozszerzonej formule, natomiast rok później dołączyły pozostałe uczelnie naszego miasta. Dziś mamy 13 organizatorów (bo każdy festiwal organizowany jest wspólnie, a jedna uczelnia przewodniczy organizacji): 11 uczelni, oraz 2 instytuty Polskiej Akademii Nauk. W różnych latach wspierają festiwal także inne instytucje związane z nauką, konsulaty działające w Krakowie itd.
 
Przez pierwsze 4 lata główna część festiwalu, nazywana Festynem Nauki, odbywała się w tzw. Kwartale uniwersyteckim, czyli w okolicach najstarszych budynków uniwersytetu, a koordynatorem był Uniwersytet Jagielloński. Gdy w 2005 roku, decyzją rektorów uczelni krakowskich, organizację na kolejne trzy edycje przejęła Akademia Górniczo-Hutnicza, Festiwal został przeniesiony na Rynek Główny. Do dziś udaje nam się zorganizować Festyn – główną część Festiwalu - właśnie na Rynku. Krakowski Rynek jest miejscem bardzo trudnym, jeśli chodzi o organizację ze względu na przeróżne utrudnienia, związane choćby z transportem, ale jest to miejsce warte zachodu – wszak mówimy o sercu Krakowa, które zna i do którego trafia nie tylko każdy mieszkaniec naszego miasta, ale też każdy przybysz, każdy turysta.
 
Decyzja o tym, kto jest głównym organizatorem Festiwalu, zapada co roku. Jednak ze względów organizacyjnych i logistycznych lepiej jest, gdy jedna uczelnia organizuje tak ogromną imprezę kilka lat z rzędu. Trudno jednak powiedzieć, czy w przyszłym roku koordynacja tego projektu przypadnie Politechnice Krakowskiej. Co będzie – pokaże przyszłość. Na razie koncentrujemy się na tegorocznej imprezie.
 
Powiedziała Pani, że Rynek jest wart zachodu. Festiwal zapewne też. Jaka jest dla Państwa największa motywacja dla organizacji Festiwalu Nauki?
 
Festiwal Nauki jest fantastyczną imprezą, a najlepszym tego dowodem są rzesze ludzi biorące co roku w nim udział. Ich zadowolenie i zaangażowanie jest bez wątpienia wyznacznikiem powodzenia naszej imprezy. A widzimy takie niejednokrotnie, kiedy widzowie mogą w zupełnie inny sposób zbliżyć się do nauki - poprzez zabawy, różne niekonwencjonalne metody nauczania. Sprawia im to zazwyczaj olbrzymią satysfakcję. Uśmiech na twarzy, zaciekawienie widać natychmiast. Na pewno więc udaje nam się w ten sposób popularyzować naukę – a to jest nasz największy cel i nasza największa motywacja.
 
Pojawiają się też ambitniejsze, bardziej poważne panele naukowe, prelekcje, wykłady. Jednak nawet one mają być prowadzone w ten sposób, by odbiorcą mógł być każdy. Nie będą to na pewno wykłady skierowane do naukowców i specjalistów z danych dziedzin.
W tym roku odbędą się m. in. trzy duże panele dyskusyjne, które wpisują się w hasło tegorocznego festiwalu: „Człowiek-Przestrzeń-Energia”. Panel „Człowiek” organizuje Uniwersytet Jagielloński, „Przestrzeń” - Politechnika Krakowska, a panel „Energia” - Akademia Górniczo-Hutnicza. Panele z założenia powinny być interdyscyplinarne, na przykład w panelu organizowanym przez Politechnikę będzie brał udział i architekt, i artysta plastyk, psycholog i ksiądz. Dzięki temu na tę przestrzeń będzie można spojrzeć z różnych punktów widzenia.
 
Czy jest jakiś główny adresat Festiwalu Nauki? Może uczniowie szkół ponadgimnazjalnych, tegoroczni maturzyści, studenci?
 
Nie. Odbiorcą jest każdy. Warunkiem jest tylko pewna ciekawość świata. Bez niej trudno jest zafascynować się nauką. Chociaż zdarza się i tak, że pojawiają się na festiwalu przez przypadek ludzie kompletnie nim niezainteresowani, którzy jednak pod wpływem imprezy zmieniają swoje nastawienie. Bo nagle się okazuje, że np. znienawidzona fizyka wcale nie jest taka straszna.
 
Więc można powiedzieć, że festiwal ma „misyjny charakter”. Ma pobudzić do myślenia?
 
Pięknie pan to ujął. Tak. On rzeczywiście jest dla każdego i ma spowodować, że ludzie dowiedzą się, co ciekawego dzieje się na krakowskich uczelniach, jakie są nowe kierunki we współczesnej nauce, jak można wytłumaczyć pewne zjawiska w zupełnie prosty sposób. Rzeczywiście, możemy mówić tu o misji. Ma przyciągnąć uwagę, wzbudzić zainteresowanie.
 
Nauka zwykle funkcjonuje pomiędzy biznesem a ideą. Stąd wynika kolejne pytanie: Czy festiwal jest bardziej misyjny, czy istotniejsza jest promocja uczelni?
 
Bez wątpienia Festiwal Nauki stanowi promocję dla poszczególnych uczelni. Jednak tak jak powiedziałam wcześniej, festiwal ma popularyzować naukę. To nasze podstawowe zadanie. 
 
Czy może Pani wymienić największe atrakcje festiwalu?
 
Każda impreza festiwalu jest specyficzna i ciekawa. Trudno mi tu wymieniać którekolwiek z imprez, albowiem nie chciałabym kogoś pominąć. A wszystkich też wymienić tu nie jestem w stanie.
 
Zapraszam więc serdecznie wszystkich na wszystkie imprezy. Oczywiście czasem trzeba dokonać wyboru, bo zdarza się, że pewne wydarzenia dzieją się równocześnie. Można ręczyć, że każda uczelnia pokaże coś ciekawego.
 
Pozwolę sobie jeszcze polecić jedno wydarzenie i zaprosić do Collegium Medicum UJ, które pokaże bardzo ciekawe rzeczy dotyczące naszego zdrowia. Będzie można obejrzeć sprzęt medyczny, wykonać proste badania, zmierzyć poziom tkanki tłuszczowej, poziom cholesterolu, cukru. To wszystko będzie można zobaczyć na dziedzińcu Collegium Nowodworskiego. 
 
Dlaczego obrano właśnie taki termin? Czy zawsze festiwal trwa także w weekend?
 
Tak dzieje się od początku, czyli od 2001 roku. Można więc powiedzieć, że jest już tradycją to, że festiwal odbywa się w połowie maja. 
 
W Polsce odbywa się coraz więcej festiwali nauki. Większość akademickich miast organizuje podobne imprezy. Czy można mówić o pewnej modzie na festiwale i czy krakowski festiwal wpisuje się w taką interpretację?
 
Nie potrafię Panu odpowiedzieć na to pytanie. Ten festiwal funkcjonuje od 2001 roku, więc trudno twierdzić, że wyrósł na bazie mody ostatnich lat. Jednak jeśli taka moda istnieje, to jest to olbrzymia korzyść dla wszystkich. Jak już powiedziałam, jest to okazja do tego, by dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy, poznać odpowiedzi na pytania, które nas frapują, dręczą. Jeśli więc istnieje moda na popularyzowanie nauki, to należy się z tego cieszyć. 
 
Jest to rzecz unikatowa w skali nauki krajowej. Nie ma podobnych szans na „zaprzyjaźnienie się z nauką”.
 
Z własnego doświadczenia wiem, że jest to impreza wyjątkowa. Jej niebagatelną zasługą jest też integracja środowiska związanego z krakowskimi uczelniami i instytucjami naukowymi. To nasz – organizatorów olbrzymi sukces i wielka dla nas nagroda.
 
A podsumowując można stwierdzić, że nauka jest po prostu ciekawa.
 
Nauka jest zawsze ciekawa! Tylko czasem, w szkole podstawowej czy średniej nasze zainteresowanie nauką ginie. Dzieje się tak z różnych względów. Dzięki takim imprezom, jak nasza, udaje się to zainteresowanie ożywić, wskrzesić, albo w ogóle odkryć po raz pierwszy. Festiwal może pokazać, że te wszystkie paskudne rzeczy w szkole, które wydawały nam się nie do zrozumienia, mogą być łatwe, ciekawe i frapujące.

Rozmawiał Marcin Pera